W końcu miałam trochę czasu, a że wigilia już za trzy dni to trzeba jak co roku dorobić zabawki na choinkę. W tym raku będzie trochę dzikiej fauny. Zaczynam z górnej półki i jest król Lew.
Miś i jego chatka. Mini pluszaczek (8 cm), a raczej jego wdzianko i akcesoria to moje sprawka, zaś chatka to robota teścia. W widocznym z tyłu kominku można włączyć migoczące światełko, ale niestety robiąc zdjęcie akurat zgasło na moment. Szkoda.
Zawsze denerwowało mnie to, że jemioła wywieszona za wcześnie wysychała zanim skończyły się okres świąteczny. Zbierała tylko kurz i ogółem prezentowała się niewyjściowo. Dodatkowo wyschłe jagody odpadały i wdeptywały się w dywan. Teraz mam taki substytut z panki, szklanych koralików i wstążeczki. Łatwo umyć i przechowywać. Ale nie da się ukryć, że sztuczna.
Lisek dla małego liska. Jedna z bluzek w dwu-paku była taka nijaka, a akurat miałam uszkodzone czerwone body o ciekawej fakturze. Obawiam się tylko, że koraliki z których wykonałam oczka oraz nosek zostaną oderwane przez malca i zjedzone. Będę musiała jednak je wyhaftować tak na wszelki wypadek.