Wieniec z łupin orzecha włoskiego, szyszek i innych suszonych dodatków nie dość, że doskonale się prezentuje, to jeszcze pięknie pachnie. Wieniec wykonałam na bazie pięciu okręgów z grubej tektury falistej. Okręgi różnią się średnicą, dzięki czemu łatwiej było mi uzyskać formę wieńca. Wszystko zaś połączyłam gorącym klejem. Szkoda, że za rok aromat pomarańczy i cynamonu uleci.
Jest dopiero grudzień a mi marzy się już lato. Oto letnia wersja lampionu, w sam raz na mój nowy mini taras, który w chwili obecnej spoczywa pod warstwą śniegu.
Ponieważ zawsze robiłam wieńce z igliwia lub też z tui, więc czas na małą odmianę. Malowana wiklina, trochę tui z ogrodu plus moje ulubione suszone dodatki i gotowe. Teraz czekamy na Mikołaja.
Od długoszyjego czasu, czyli od kilku lat prowadzę oto taki album - kalendarium naszej rodziny. Zamieszczam w nim wszystkie nasze wyjazdy, większe spotkania i takie tam rodzinne wydarzenia. Jest to taka zbieranina biletów, metek, rachunków, nalepek z lotniska, ulotek oraz wiele wiele innych drobiazgów związanych z nami okraszonych naszymi fotografiami i moimi rysunko - malowidłami. Jak widać album pęka w szwach. Ten oto tu prezentowany jest już prawie ukończony (brakuje jeszcze paru wydarzeń) i obejmuje nasz krakowski okres życia. Obejmuje nasze "początki" i kończy się na sprzedawszy mieszkania i wyprowadzce. Nowy album (ale to w następnym poście), będący aktualnie w trakcie tworzenia, to już nasze nowe życie na "wsi". To taki mój pomysł na rodzinny album. Cała nasza czwórka lubi od czasu do czasu powspominać sobie, zaś najmłodszy najbardziej lubi "dzień dziecka na kolei".
Wieszak z ptaszkami zmajstrował mi mąż aby moje torebki, kapelusze i inne szpargały przygotowane do wyjścia w końcu zostały uporządkowane. Szkoda tylko, że został przygotowany do garderoby i tam też został umocowany. Muszę poprosić o mniejszą wersje do frontowej sieni, gdyż tak bardzo przypadł mi do gustu ten pomysł, że chce aby goście tez mogli z takiego korzystać.
Takie oto oświetlenie kuchennego stołu zmajstrował mi mój mąż. Orzechowa deska zabezpieczona olejem, do tego lampki led i coś tam jeszcze. Mój wkład to metalowy ptaszek.
Podobne makatki wisiały przy piecu u mojej babci, gdzie jako małe dziecko jeździłam co roku na wakacje. Z rozrzewnieniem to wspominam, dlatego przy moim piecu nie mogło takiej ozdoby zabraknąć. Na naszej rodzinnej makatce musiały znaleźć się oczywiście kowaliki, a słówka "te te" to odgłosy jakie te ptaszki wydają. Tak przynajmniej twierdzi mój mały synek.